[nepal] 15.10.2010 Kathmandu

Posted on BLOG
Noc minęła z przygodami. Magda z Danielą przeżyły nocną wizytę szczura ( bądź też szczurów ). przeżyły to dobre określenie, a jedyną wymierna ofiarą stało się jabłko, zjedzone pewnie przez głodne biedne zwierzątko ;-)- nie wspominam tu o stratach wyrządzonych psychice nieszczęsnych lokatorek . Swoją drogą należało doceniać to co było, raczej lepiej na trekingu nie będzie i jeszcze zatęsknimy do takich „luksusów” ;-D Inną przygoda był nocny pochód przy akompaniamencie bębnów ku czci bogini Durga. W Nepalu trwa święto (festiwal) Dasain. To najważniejsze święto w roku. Powtarzając za Magdą to takie Boże Narodzenie tylko trwa 15 dni 😉 Wszyscy się odwiedzają, wręczają prezenty, puszczają latawce i podróżują do rodzinnych wiosek. To ostatnie miało znaczenie gdyż jak się okazało nasz plan zakładał przejazd do Besisahar dokładnie w dniu największego święta. Udało się znaleźć jakieś miejsca przy kierowcy w tourist busie za astronomiczna kwotę 900 Rs. Dobre i to. Kilka dalszych godzin zajęło nam załatwianie potrzebnych zezwoleń na treking ( bilet wstępu do Parku Narodowego Annapurna – 2000Rs i karta TIMS – 15 US ). Potem poszliśmy na piechota na Patan. Po drodze doświadczaliśmy radosnego chaosu komunikacyjnego. Chociaż w całym tym zamieszaniu jest jakiś porządek. Trzeba mieć na pewno solidny i charakterystyczny klakson. Kilku większych skrzyżowań pilnowali policjanci, ale ich uzbrojenie ograniczało się do drewnianych pałek i nożów khukri.  Patan to drugie co do wielkości miasto w dolinie Kathmandu, praktycznie tworzące z Kathmandu jedno wielkie miasto. Co tu opisywac, wystarczy popatrzeć 😉

Tu akurat koncert na dachu i „Knock, knock on heaven’s door..”. 😉

Człowiek z flecim drzewem. Jak widać tu nawet flety rosną .. 😉

Szybko do naszego przekąskowego manu weszły somosy, czyli małe pierożki z ostrym nadzieniem z soczewicy i pewnie czegoś tam jeszcze, smażone na głębokim tłuszczu. Pyszne jak ciepłe, tanie i dobre 😉
Popołudnie i wieczór to czas zakupowo – kulinarny. U niektórych jeszcze szok poprzyjazdowy trwał 😉
W nocy znów ciężko o sen. W sąsiedniej restauracji Green Olive grasował Pan z gitarą, który myślał, ze jest klonem Elvisa. „Bluuuuuue mooooon of Kentuckyyyyy….” I do tego duchota i ciągłe odgłosy przejeżdzających motorów i samochodów, klaksonów. No ogólnie niemalże oaza spokoju 😉

Dzień 1 Warszawa – Kathmandu
Dzień 2 Kathmandu
Dzień 3 Kathmandu – Bhulbhule
Dzień 4 Bhulbhule – Jagat
Dzień 5 Jagat – Thonje
Dzień 6 Thonje – Chame
Dzień 7 Chame – Upper Pisang
Dzień 8 Upper Pisang – Manang
Dzień 9 Manang – Khangsar
Dzień 10 Khangsar – Tilicho Base Camp
Dzień 11 Tilicho Lake
Dzień 12 Tilicho Lake – Yak Kharka
Dzień 13 Yak Kharka – Thorung Phedi
Dzień 14 Thorung Phedi – Muktinath
Dzień 15 Muktinath – Jomosom
Dzień 16 Jomosom – Kobang
Dzień 17 Kobang – Do Kholagaon
Dzień 18 Do Kholagaon – Ghorepani
Dzień 19 Ghorepani – Birethandi
Dzień 20 Birethandi – Pokhara
Dzień 21 Pokhara – Sauraha
Dzień 22 Sauraha
Dzień 23 Sauraha – Kathmandu
Dzień 24 Kathmandu
Dzień 25 KathmanduPublikuj posta
Dzień 26 Kathmandu-Warszawa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA. Wykonaj poniższe działanie *