[gr20] Dzień dziewiąty czyli na południu bez zmian

Posted on BLOG

Dzień dziewiąty czyli na południu bez zmian.

31.08.2025

Vizzavona /970m/- Refuge d’E Capannelle /1600m/
14,5km, 1000m w górę i 300m w dół.

Ale ten czas leci. Dziś zaczynamy drugą, krótsza i łatwiejszą część szlaku. To znaczy kilometrowo obie mają się podobnie, ale różnica zasadnicza jest w sumie podejść i trudności na szlaku. Pogoda łaskawa, wychodzimy też chyba jako ostatni. Przed 8 🙂

Nie dalej jak 10 minut od startu napotykamy ślady pobojowiska. Trzeba przyznać, że aż nas to ujęło. Widzimy „darmowy” punkt z wodą mineralną. Która dosłownie spadła z TIRa 😁
Dużo rozrzuconych śmieci po okolicy i sporo butelek z mineralną. Widzimy resztki auta: zderzak, tablica rejestracyjną. Same auto wyciągnięte i pewnie odholowane. A reszta czeka na sprzątnięcie.

Zaczynamy podejście. To będzie aż 740m. Rzeczywistość na szczęście jest dla nas łaskawa, bowiem szlak prowadzi starą pasterską ścieżką.

Powoli, łagodnie pod górę i bez większych dram w 2,5h lądujemy na przełączce.

Przełęcz nazywa się Bocca Palmentu i oferuje bajkowe widoki na Monte d’Oru. Przez tę górę prowadzi szlak w wersji górskiej, ale my z racji złej pogody uwinęliśmy się drogą dolną.

Morze wciąż kusi. Ale niestety nie chłodzi. Jest bardzo gorąco, niby powinniśmy się przyzwyczaić. Ale chyba nie możemy. Upał odbiera siły i choć pozorne droga jest prosta, podejście wygodne, dystans nie jakiś rekordowy, to wciaż czujemy się zmęczeni.

Trzeba przyznać, że szlaki na Korsyce znakowane są doskonale, tu na przykład za pomocą kupczyków 😉

Za przełęczą zaczyna się bardzo przyjemny płaj. Niestety znajdująca sie na trasie owczarnia d’Alzeta zakmnięta na cztery spusty.

W sumie szlak jest łatwy, zacieniony…

Ale jakoś sił nie ma. Chyba ten upał sprawia, że nie regenerujemy się po skończonym dniu. I to zmęczenie odkłada się i nawarstwia.

Dziś na szlaku sporo jednodniowych turystów idących na lekko. Widać da się z dołu zrobić jakąś sensowną pętelkę. Mijamy kolejną owczarnię, Bergeries de Scarpaccedié. Znów zamknięta! Czyżby sezon się skończył?

A na koniec bardzo ciężkie 200m podejście i wychodzimy na drogę blisko schroniska.

Co ciekawe ostatnie 500m biegnące ponad asfaltem to najgorszy dziś odcinek. W słońcu po wyślizganych wapiennych skałach. Asfaltem byłoby łatwiej, ale mamy przecież do czynienia z najtrudniejszym szlakiem Europy. Znaczy ma być trudno ;-D

Bardzo żałujemy że nie spojrzeliśmy na mapę, potem nie chciało nam się już wracać na asfalt. 😉

W końcu jesteśmy na miejscu, Bergeries d’E Capanelle.

A schronisko niczego sobie. Bardzo dobrze zaopatrzony sklepik. Niestety obsługa zepsuła pomysł na kolację, czyli pizzę. Gospodarz nie znał żadnego słowa po angielsku. Żadnego, nawet liczebników  jeden, dwa, trzy. Na palcach pokazywał… I jak chcieliśmy zamówić to pokazywął na zeszyt i zegar z cyfrą pięć.  Zrozumiałem, że zamówienia od 17 tej. Kilka minut po tej godzinie, juz mocno głodny usiłuję zamówić. Okazuje się, że zamówienia ttrzeba było złożyć do 17. Kurtyna. Po chwili wyjeżdząją z pieca pizze, a my możemy w milczeniu oddalić się do naszych kanapek z pasztetem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA. Wykonaj poniższe działanie *