[gr20] Dzień jedenasty. Pogoda kontratakuje czyli obchodzimy góry.

Posted on BLOG

Dzień jedenasty. Pogoda kontratakuje czyli obchodzimy góry.

2.09.2025

Refuge de Prati /1810/ – Bergerie I Croci /1545m/
21 km, 600m w górę i 1400 w dół

Noc niestety nie należała do spokojnych. Koło północy obudziłem się i ze zdziwieniem zorientowałem się, że sufit namiotu dotyka mojego nosa. Gwałtowne porywy wiatru kładą namiot niemal do ziemi. Nie ma mowy o spaniu, usiłuję trzymać stelaż. Deszcz oczywiście też padał i zaczynało się robić wilgotno. Po godzinie w końcu zdecydowałem się wyjść na zewnątrz. Błyskawicznie wyjąłem wzystkie szpilki i przesunąłem namiot kilka metrów w dół, pod jakieś krzaki. Co za ulga. Jest nieco lepiej.
Pobudka o 5:30. Niestety wiatr wyje jeszcze mocniej. Z prognoz wynika, że porywy dziś do 28 m/s. Czyli prawie 90 km/h. Widoczność zerowa, chmury, ciemność.
A dziś bardzo długi etap. Który ciężko obejść. Etap z elementami wspinaczki po jakiś pochyłych płytach. A niestety nie mamy czasu czekać, bo Mateusz jutro musi być już blisko lotniska…

Wstajemy. Szybko zbieramy namioty pilnując, by nie odleciały.

Trochę nie wiemy co robić, zatem czas na śniadanie i zwinięcie namiotu. Widzimy odważnych śmiałków ruszajacych w chmurę. No nie będziemy gorsi, postanawiamy też ruszać.. Większość założyła, że spróbuje przejść do kolejnego schroniska, za jakieś 10km. Nas to niestety nie urządza. Ale idźmy, po drodze się moze coś wymyśłi, może pogoda się poprawi.

Chwile przed wyjściem trochę się rozwiało ukazując nieziemskie kolory wschodu.

Po zachodniej stronie idzie się bardzo ciężko, bo wiatr mocno utrudnia łapanie równowagi. Po zawietrznej znacznie lepiej. Choć wilgotna skała nam się nie podoba.

I widzimy pierwsza klamrę na gr20! Cud! Dobrze, że trudności techniczne wypadają po zawietrznej.

Po zaliczeniu 200m podejścia czeka nas długie zejście na przełęcz Bocca di Laparo. Czasem ścieżka łatwa, czasem trzeba bardzo uważać.

Dochodzimy na przełęcz. Po 2,5h. marszu. Teraz czeka nas długie podejście i kolejne 10 km granią w tych warunkach, mżawce i wzrastającym wietrze.
Decydujemy się z przełęczy iść w doliny i jakoś obejść/objechać jak się da.

Okazało się,że na ten pomysł wpadło jeszcze kolejne 8 osób. Śmiejemy się, że  schodzą ci, co potrafią czytać mapy. Reszta nawiguje się tylko po śladzie GPS lub po czerwonych oznaczeniach szlaku. W tym część ekipy z Polski. Panowie ostro w górę, ale dziewczyny w dół jak my. I to pewnie przypadek że jedna z nich to przewodniczka SKPB 🙂

Idziemy w lesie, więc nie wieje. Niżej nie ma chmur. Za to są dzikie świnie, znaczy świnie z wolnego wybiegu, bądź szczęśliwe świnie 😁

Schodzimy, co ciekawe, znakowanym na zółto szlakiem. Raz jest to kamienista wąska ścieżka, a raz szeroka droga leśna.

Na trasie spotykamy też punkty żywieniowe. Przepyszne jeżyny w niewyobrażalnych ilościach znacząco osładzają nam decyzje o zmianie dzisiejszej trasy.

Ścieżka lawiruje pomiędzy zagrodami dla świń.

 

A na koniec wioska Cozzano. A w niej sklep. A przed sklepem zadaszenie, a pod nim sofa i stolik dla klientów. A w sklepie same dobra! Raj!

Zjedli, wypili i ruszyli dalej. Był pomysł na stopa do kolejnej wioski (5km) i chcąc nie chcąc wejście na szlak.
Po 1km i przejechaniu tylko jednego auta – zresztą, stop dwóch facetów którzy wyglądali jakby 10 dni byli w górach i śmierdzieli jak karpaccy pasterze, umówmy się ma małe szanse powodzenia.
Nagle mijamy taksówkę. Stała sobie przy drodze. Za szybą leży kartka z numerem telefonu. To widać znak, nie lekceważymy go. Dzwonimy, a po chwili wychodzi właściciel i za 60 euro może nas zawieźć na szlak. Wracamy jeszcze po dziewczyny i w czwórkę w 30 min lądujemy na grzbiecie, zaraz obok Bergeries de Basseta.

Do naszego schroniska mamy jeszcze 5 km. Mijamy jakieś bliskie nam kulturowe ławki z pustaków i stół z żelbetu.

Idziemy po takim jakby płaskowyżu. Lekko w górę i w dół. Okolica obfituje w schroniska, bo na dystansie 5 kilometów są ich aż trzy. Co ciekawe, szlak GR20 schodzący  z Punta di l’Usciolu omijał je kiedyś i kierował się prosto na Monte Incudine, chyba najlepszy punkt widokowy południowej części szlaku. Ale miejscowe lobby przekonało decydentów i GR20 zyskało dwa równoważne warianty. Pierwszy, stary prowadzący przez szczyt i drugi, prowadzący przez wspomniane schroniska i omijający  Monte Incudine.

Droga wiedzie lekko tylko pod górę.

I w końcu ono. Schronisko Bergerie I Croci.

Trzeba przyznać, że pięknie położone.

Nie ma już żadnych śladów porannego załamania pogody. Chmury na wieczór się rozwiały i wszystko wygląda

Słońce zachodzi, zrobiło się piękne światło.

Czujemy, że mimo podjazdu dzień dał nam mocno w kość.
No tak. 21 km, 600m w górę i 1400 w dół. W sumie jakbyśmy poszli górami byłoby podobnie. Ale nie żałujemy.

Na koniec dnia kultowa tu ponoc lasagnia. Kupując puszkę pasztetu ( 🤣🤣🤣 ) kucharz z lekkim niesmakiem wspomniał, że musimy zjeść lasagne!
Idąc do mycia spotkał mnie jeszcze i ponowił pytanie, czy aby na pewno ją zamówiliśmy.
O 18;30 wjechał wózek i kucharz podawał wszyskim obecnym turystom. Co ciekawe zaczął od nas 🙂. Aż tak źle wyglądamy?
16 euro, porcja olbrzymia. Mordowałem się z nią dobre kilkanaście minut. Pyyyszne było!

Schronisko naprawdę klimatyczne, przyjemne. Tylko miejsca pod namiot takie sobie, ale lasagna robiła robotę!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA. Wykonaj poniższe działanie *