[gr20] Dzień siódmy czyli szkoda, że Państwo tego nie widzą…

Posted on BLOG

Dzień siódmy czyli szkoda, że Państwo tego nie widzą…

 

29.08.2025

Refuge de Manganu /1605m/- Refuge de l’Onda /1390m/
16 km, 1200 w górę i 1400 w dół.

 

Pozbieraliśmy się jakoś po wczorajszej burzy. Pobudka 5:30. Dziś mamy fantazję zaliczyć dwa etapy na raz. Ponad 10h wg przewodnika. Zobaczymy…

Wstaliśmy wcześniej niż zwykle ale i tak prawie wszyscy wyszli przed nami. Zostali tylko Polacy i Czesi.
Po wczorajszej burzy woda była wszędzie. Także pod postacią wodospadów.

Pogoda słaba. Chmury wiszą, wieje bardzo porywisty wiatr. Wilgoć wszędzie a nas czeka dziś wspinaczkowy etap, ponoć dorównujący trudnościom z dnia nr. 4

Pokonaliśmy stromy próg potem płąska zawieszona podmokła dolinka, a tam.. Oczywiście górskie krowy. My tu się wspinamy z narażeniem zdrowia i życia, a jak widać taki teren dla krów to poranna bułka z masłem.

Powoli powoli do góry. Dziś pierwsza przełęcz 650m wyżej. Czasem coś pada, czasem przeciera się na jakieś 200 metrów.

Na szczęscie skała, choć mokra zpaełnia dobrą przyczepność.

Już niedaleko.

Bocca alle Porte ( 2225 m)
Siedliśmy po zawietrznej, by choć przez chwilę nie czuć wyjącego wiatru. No i dziś zimno! Spokojnie poniżej 10 stopni. Rękawiczki by dziś się przydały…

Zaczynamy zejście. Ponoć jest tu bardzo ładnie i widać dwa piękne jeziorka.

Łatwiejszy się skończył, teraz w dół stromym kominkiem. Jakby mało było atrakcji, na drodzze staje nam kolejna, Okno Maura i trzeba się przez nie przecisnąć. Jedyna słuszna droga, prawie pionowo w dół.

Ładnie musi tu być…

Kolejne zejście, z jedynym na trasie łańcuchem.

Zimno, nic nie widać, ale jakoś idziemy do przodu. Bardzo już byśmy chcieli wyjść z tych trudności.

I następna przełączka – Brèche de Capitellu.

Zaraz potem była taka skałka na którą trzeba bylo się wspiąć. Miała jakieś dwa metry wysokości. Niestety stopnie preferowały osoby o wzroście powyżej 185cm. Mateusz wdrapal się po kilkunastosekundowej walce. Ja poległem. Nie dało się tego obejść, zatem musiałem zostać wciągnięty 🙂

– Tu by się przydała klamra
– Po co? Przecież jest najtrudniejszy szlak w Europie
– Właśnie przez brak tej jednej klamry 🙂

W końcu zaczęło się coś przecierać

Za nami zostają tajemnicze ostre turnie zatopione z chmurach.

I kiedy wydawało się, że trudności już za nami, zaczął się trawers. Okazał się on doprawdy zabójczy. Gadkie płyty, mało stopni, mokro. Potem wielkie głazy po kóych trzeba było uważnie iść. Trawers się skończył i zaczęło się bardzo strome podejście na przełęcz Bocca Rinosa.

A z niej odsłonił się widok na Lac du Rinosa. Tu po krótkim odpoczynku, kierujemy się na ostatnią przełęcz przed schroniskiem, Bocca Muzzella.

Krótkie podejście i pozostaje nam teraz zejść do schroniska. To 400 metrów stromego terenu. Wpierw po postrzępionej i ostrej skale, potem zakosami pełnymi wyjeżdżających spod nóg kamieni.

Schodząc możemy przyjrzeć się naszej dalszej drodze. Mamy w planiei wariant alpejski, czyli drogą która prowadzi po granich i szczytach. Można iść też drogą klasyczną, ale prowadziła ona dołem, była dłuższa i miała większą sumę podejść.

W dole już widać schronisko Petra Piana.

W sześć godzin dochodzimy do schroniska Petra Piana (1840 m). Tu się kończy tradycyjny etap. Wszystkie znane twarze tu zostają. Była 13:30. Zastanawialismy po co ci ludzie wychodzili po ciemku 1-1,5h przed nami

Trzeba się posilić przed dalszą drogą. Chętniebyśmy tu zostali, ale samolot na nas nie poczeka, więc musimy dziś zrobić jeszcze ten jeden etap.

Ruszyliśmy, oby zajeło nam to tylko przewodnikowe 4 godziny. Wygląda to dobrze, jakiś trawers do przełęczy.

Niestety szybko robi się koszmarnie. Niewygodny, stroma i krucha ścieżka doprowadza nas do przełęczy Bocca à Manganellu. Nie obyło się bez wspinania i chozenia po wąskich  stopniach. To było 600 metrów w poziomie a zajęło nam to blisko godzinę.  Już mamy dosyć, a to przecież początek. Teraz wspinaczka stromą granią na pierwszy bliski wierzchołek. Dalej na szczęscie teren robi się prosty.

W końcu trudności odpuściły.

Widoki owszem łądne, zwłaszcza na czekający nas jutro Monte d’Oro. Ponoć też jest dużo zabawy ze wspinaniem.

Na podejściu podczepilismy się pod owczą ścieżkę wierząc, one wiedzą jak iść i tak strawersowaliśmy pierwszy szczyt, Pointe Murace.

Przycupnęliśmy pod Punta all’Altore (2021 m) chowając się przed wiatrem.

 

Z mapy wynikało, że teraz już będzie z górki. No więc nie było. Ze szczytu w dół prowadzi paskudne, skaliste i kruche zejście. Oczywiście recę niezbędne.

A gdzieś niedaleko, morze, plaża i ciepło…

I podejście pod ostatnią górę na dziś. Dość pokręcony szlak pomiędzy stromymi żlebami. Z mapy wynikało, że ostatnia góra to kilometr płąskiej grani. W tym tempie i przy tym wietrze będziemy tu chyba do zmroku.

Na szczęście po wejściu na grań, ookazało się że nasz grzbiet od południa jest łagodny i wiedzie wzdłuż niego owczą ścieżka. Hurra. Pozostalo nam zejść „tylko” 700m.

Zejście bardzo strome i nie chciało sie skończyć. Na przełęczy ledwo żyjemy. A nas czeka jeszcze malutkie podejście na grzbiet oddzielający nas od schroniska.

W końcu ledwo żywi dotarliśmy do Refuge de l’Onda. Jeść i spać. I jeszcze namiot trzeba porządnie rozbić, bo nad ranem prognozowana jest jakaś burza. I odczuwalne 4 stopnie!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA. Wykonaj poniższe działanie *