Dzień szósty czyli w krainie buczyny, pasterzy i Legii Cudoziemkiej.
28.08.2025
Castel De Vergio /1400m/ – Refuge de Manganu /1605m/
17km, 650m w górę i 470m w dół.
W nocy była jakaś burza, ale taka niezbyt intensywna. Rano okazało się, że znów większość już poszła dalej. Zostali Polacy i Czesi. Zero zdziwienia.
Wyjście o 7:45. Ma być ponoć przyjemnie.
I faktycznie. Pierwsza godzina to prawilny trawers przez las. Weszliśmy w pasterska dolinę, stąd też pojawiły się Polskę i przyjemne ścieżki. Cud! Nie wierzyłem, że jeszcze zobaczę taką ścieżkę na GR20.

Po godzinie od wyjścia i krótkim podejściu jesteśmy na przełęczy Bocca San Pedru.

Zaraz na przełęczą mija nas oddział Legii Cudzoziemskiej. Przez chwilę Mateusz chciał dotrzymać kroku.

Ale tylko przez chwilę….

Czy tu wieje panie buku? Właśnie, pojawiły się buki. W ogóle czujemy się jakbyśmy byli w rumuńskich Karpatach.
A buk ze zdjęcia jest jednym z symboli GR20. Faktycznie, robi wrażenie.

Schodzimy z grzbietu i przecinamy północne stoki u Trittore. Łagodnie podchodzimy do góry po lekko zarośniętych kamieniach wśród buków i olch.

Podczas podejścia możemy pozachwycać sie przepiękną panoramą na Capu Tafunatu, Paglia Orba i Monte Cinto.

Łagodna ścieżka doprowadza nas z powrotem na grań. Dziś już trochę chłodniej a i słońce zdecydowanie łaskawsze bo chowa się czasem.

Przechodzimy na druga stronę grani i po krótkim zejściu podchodzimy na rozległą przełęcz Bocca a Reta (1883 m).

Okolica robi się wybitnie pasterska, faktycznie, może jesteśmy w Rumunii?

Bardzo tu nam się podoba, w końcu o takie góry nam chodziło 😉 By nie patrzeć pod nogi co krok.

A za przełęczą cud jezioro Lavu di Ninu.

Żegnamy się z nasza piękną panoramą.

Sielanka. Błękitne jezioro, zielona trawa, pasące się krowy i konie, a w tle jakieś groźne postrzępione góry.

Przed chwilą był dluższy odpoczynek, ale z drugiej storny, nie usiaść w takich okolicznościach przyrody…

Jest ładnie, a co najważniejsze całkiem płasko.

Królowa GR20, pani Krowa!

Szlak wciąż prowadził płaska ścieżką i doprowadził nas do nowego schroniska Bergerie de l’Inzecche.

Tu oddaliśmy się opiece Matki Boskiej od Napojów.

Po dłuższej przerwie ruszyliśmy dalej. Było dalej płasko, pojawiły się znów buki.

Na trasie jeszcze jedno schronisko Schronisko Vaccaghia. Ale my idziemy szybko dalej do naszego, widocznego już zresztą stąd. Szybko, bo chmury sugerowały jakiś opad.
Przed nami piękna trawiasta równina Schronisko Vaccaghia, pełna pasących się krów.

Niby blisko, acz jeszcze trochę trzeba przejść.

Deszcz jakoś zakończył się po kilku kroplach, zatem ostatnie ,niewielkie podejście na Bocca d’Acqua Ciarnente (1570 m).

Od przełęczy jeszcze 10 minut i jesteśmy u celu. Schronisko Manganu. Dziś odkryliśy, że na GR20 może być całkiem przyjemnie. Jednak da się!

Namioty rozbite, obiad zjedzony, a tymczasem chmury się kotlowaly kotlowaly aż koło 19 przyszła taaaaka burza. Namioty ocalaly. Ale dziwnie sie czułem mając pod podłogą namiotu 2-3 cm basenik z wodą. Maszty trzeba było trzymać by namiot nie odleciał. Po burzy ludzie liczą straty, u nas chyba wszystko ok, zatem spać.

Jutro chyba najdłuższy i dość trudny dzień. O pobudka o 5:40 Oj….
