Dzień trzeci czyli ciężko, coraz ciężej.
25.08.2025
Refuge de Carozzu /1250m/ – Ascu Stagnu /1430m/
5km, 850 metrów górę i 700 metrów w dół.
Dziś wg planu 5 ( p-i-ę-ć ) kilometrów. I planowany czas przejścia – 6 godzin.
W zasadzie powtórka rozrywki z wczoraj, czyli podejście na przełęcz, potem blisko kolejna, a na koniec ponoć najgorsze zejście z całej GR20.
Pobudka znów o 6 , ale tradycyjnie zbieramy się jakoś bez pośpiechu i koło 7 wychodzimy.

Po kilku minutach dochodzimy do Passerelle de la Spasimata. Niewielkiego mostu linowego ułatwiającego przeprawę na druga stronę doliny.

To oczywiście jest kluczowa atrakcja całego GR20 w dobie instagrama. Wszyscy chcą mieć zdjęcie jak bohatersko przechodzą przez ten cud inżynierii. Co prawda większość przechodzi tędy jak jeszcze jest ciemno, i musza się zadowolić zdjęciem lub filmikiem wykonanych przy świetle latarki. Most nie wygląda, jakby posiadał jakąś trudność, tymczasem chyba go nie doceniłem. Otóż nie ma on zamontowanych odciągów i podczas przejścia buja się dość mocno. Toteż uwaga przy przechodzeniu wskazana.

Podchodzimy prawą stroną doliny. Pierwszą godzinę idziemy plaskimi, skośnymi płytami Spasimata. Stopni w niej niewiele, idzie się na tarcie. Wolę nie myśleć co się tu dzieje po deszczu. Sporo na tę ewentualnosc jest zamocowanych łańcuchów ale jednak nie wszędzie.

Ale teraz idzie się całkiem dobrze. Dolina robi wrażenie, wszędzie dookoła pionowe ściany. Tam gdzieś przed nami musi być Cirque de Bonifatu. Spokojnie, dojdziemy i tam.

Cechą takie szlaku jest to, że większość idzie te same etapy. Po kilku dniach widzi się wciąż te same twarze, zaczyna się rozmawiać, poznawać i jakoś integrować. W tej kilkudziesięcioosobowej grupie, znaczny odsetek to Polacy. Są dwie grupy sześcioosobowe i jeszcze jedna czwórka. No i my. Sporo.

Podoba nam się ta dzisiejsza sceneria, ale chyba najbardzej to, że słońce jeszcze nas nie dosięgło.

Głądkie płyty się kończą. Siadamy na zasłużony odpoczynek. Teraz będziemy trawesować dolinę i wbijać się koło skalnego żebra po drugiej stronie doliny.

Widzimy daleko przed nami spory tłum. To ci co wyszli pół godziny przed nami i lecą do przodu. Są jednak plusy z wychodzenia później. Nie idziemy w takiej wielkiej ludzkiej masie.

W końcu i nas dosięga słońce. Będzie już trudniej. Dobrze, że już większa część podejścia zrobiona.
Storme zakosy wyprowadzają nas do cyrku Bonifatu i leżący niece poniżej mały staw Lavu di a Muvrella. Właściwie to niewielka kałuża, nie chce się nam do niej schodzić. Zbiermay siły na ostatni odcinek, Przełęcz już widać. Jakby blisko.

Tradycyjnie, im bliżej, tym tempo siada, przerwy są coraz częstsze.

Pół godziny później jesteśmy na przełęczy Bocca di a Muvrella ( 1987m). Ze schroniska szliśmy tu 3,5 godziny. Teraz można sie rozsiąśc i podziwiać widoki.

A wokół jakieś korsykańskie Mnichy. Francuzi swoim zwyczajem lecą dalej. Ale jeszcze nie ma dziesiątej. Siedzimy.


Przed nami godzinny trawers na kolejną przełęcz.

Zaczyna się zejściem nie bez emocji, ,zwłaszcza jak ma się duży wór na plecach. Nawet w jednym miejscu ściągnąłem go na chwilę, bo mocno komplikował zejście. Potem na szczęście już już łatwiej. Jeszcze jakieś sto metrów do góry i stoimy na kolejnej przełęczy Bocca a i Stagni (2003m).

Nie siedzimy długo, słońce nas wygania w dół. Widzimy nasz cel. Niby blisko, ale to jednak jest 600 metrów zejścia.

traszyli tym zejściem. No łatwo nie jest. Krucho, czaem trzeba użyć rąk. Potem nawet częściej niż czasem. Cały czas gdzieś na wysokości butów widać nasz nocleg..tam gdzie w dole. Słońce oczywiście w życiowej formie.

W drugiej części zejścia jest o tyle łatwiej, żę ręce do schodzenia nie sa już potrzebne, a czasem trafia się najprawdziwszy cień! Ale fakt, dłuży się to okrutnie.

A my mamy świadomość, że na dole czeka nas względna cywilizacja. Sklep, knajpa, schronisko, hotel. Do wyboru i do koloru.

Po dwóch godzinach jesteśmy na dole. I chyba jednak to wczorajsze zejście bardziej nas wykończyło. A może po prostu już byliśmy zaprawieni? Na dole raj. Bar, restauracja, sklepik. Luksusy.
I oferta masażu dla chetnych strudzonych wędrowców.

Kończymy dzień pizzą która ciężko było przejść . Zabieram zatem kosz ułomkow na dzień następny.

Jutro najtrudniejszy i najdłuższy dzień. Toteż pobudka o 5:30. Czy aby na pewno są to wakacje?
