[gr20] Dzień trzynasty. Conca czyli to już jest koniec!

Posted on BLOG

Dzień trzynasty. Conca czyli to już jest koniec!

 

4.09.2025

Refuge d’i Paliri /1050m/ – Conca /250m/
13,5 km, 350m w górę i 1200m w dół

 

Dziś zupełnie nie śpieszyłem się z wyjściem. Ludzie poszli, zrobiło się cicho i spokojnie. Nie ma co gnać w dół. Raz, że tu jest naprawdę ładnie. A dwa, dziś krótszy etap, w zasadzie tylko w dół. Co proawda ozncza to też, że będę szedł w pełnym słońcu, a ponieważ będzie już dość nisko, to zapowiada się na spacer w piekarniku.

Kulturalnie można zjeść śniadanie przy stole.

Sardynia dalej widoczna.

8:30. Dość już siedzenia, można ruszać w dół.

Ta bliskość morza wcale nie chłodzi. Stojąc tu na górze, ociekający potem, brudny bardzo chciałem choć na chwilę tak wskoczyć do wody…

A tam gdzieś w oddali widać nawet Elbę, trzecią co do wielkości włoską wyspę po Sycylii i Korsyce. Odległość całkiem, całkiem, bo to 130 kilometrów.

Jak się odejdzie trochę od schroniska to widać okno skalne Punta Tafunata d’I Paliri.

Oczywiście, jak to w górach. Dziś głównie zejście, ale nie mogło zabraknąć 200 metrowego całkiem stormego podejścia. W pełnym słońcu oczywiście.

Jesteśmy już nisko, stąd też temperatura potrafi już dać w kość.

Sucho, gorąco. Na szczęście w dół.

Morze nie chłodzi na odległość.

Ale zamiast morza trafił się uroczy kameralny basen z zimną, orzeźwiającą wodą. Co za ulga!

Jeszcze jedno podejście, potem trawers i dochodzimy do Bocca d’Usciolu. To wąska szczelina w skalnym grzbiecie. Taka symboliczna brama zamykająca całą wędrówkę.

Albo dla tych co idą od południa, będzie to brama powitalna.

Conca już niedaleko, ale na koniec będzie strome zejście. Ale to już ostatnie.

I w końcu udało się dojść do wioski Conca. Na końcu szlaku mieści się restauracja/bar. Zatem nie mozna sobie odmówić zimnego piwa. W takim momencie nawet Pietra smakuje doskonale. Pewnie dlatego, że jest zimne 😉

Oraz pamiąstkowego zdjęcia na tle tablicy i sterty zużytych kijów trekingowych.

Można skakać z radości. Co za ulga…

Podjechał bus i wszyscy zapakowali się do busa i zjechali do Porto-Vecchio. Ja skierowałem kroki na miejscowy camping. A potek, sklep, piekarnia, pizzeria, lody, knajpa, piwo…

Rano autobusem zabrałem się do Bastii, gdzie czekał na mnie samolot powrotny.

I to było na tyle…

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA. Wykonaj poniższe działanie *