23 października 2007.
Pheriche /4270m/ – Pangboche /3930m/
Wstałem rano i wcale lepiej mi nie bylo. No nic, schodzimy dalej. Niecałe dwie godziny i jestem w Pangboche.
Czułem się żle, gorączka, zawroty głowy i absolutny brak sił. Toteż wlazłem do pierwszej lepszej lodży i poszedłem spać. A było jezcze przed południem. Obudziłem się wieczorem, odwróciłem się na drugi bok i spałem do rana.
Dziś ledwie 6 kilometrów, 50 metrów w górę, 350 w dół.