[reunion] 10 – Hell-bourgh czyli jesteśmy w niebie

Posted on BLOG

18 maja 2025

Dzień 10

Hell-bourgh czyli jesteśmy w niebie.

 

Camping nam sie bardzo przydał. Prysznic, kuchnia, spore zadaszenie. Poranek przepiękny. Plany na dziś mieliśmy mocno sprecyzowane. Najeść się, wysuszyć, odpocząć, zrobić zakupy i iść 600m w górę na nocleg.

Bliskość cywilizacji zdopingowała nas do szybkiego zebrania się i zejścia do miasteczka.

Naszym rajem okazał się być Hell-Bourgh, szybko przemianowany na Raj-Bourgh. Piekarnia z chrupiącymi bułkami, sklepy że wszelakim dobrem – szkoda że mieliśmy tylko po jednym żołądku.

Rozłożyliśmy się w centrum, nawet miejscowe żuliki patrzyły z podziwem.

Po śniadaniu chwilę dalej w pięknym kwietniku urządziliśmy suszarnie.
Akurat nadjechały dwa autokary z niemieckimi turystami. Byliśmy najlepsza atrakcją zarówno dla turystów jak i tubylców. Okazało się, że wybrane i zajęte przez nas miejsce jest według przewodników jedną z największych atrakcji Hell-Bourgha. A my troglodyci…

Rozłożyliśmy się po całym zielonym skwerku. Suszyło się wszystko błyskawicznie. Słońce ładnie przygrzewało, niebo nad nami było błekitne a nasze żołądki wypchane wszelakim dobrem. Jesteśmy w raju.

Cyrk Salazie może nie był tak dziki i niedostępny jak Mafate, ale nie oznacza to, że nie zachwycał. Odpaliłem drona i spojrzałem na okolice z góry. Ładnie, bardzo ładnie.

Najedzeni, wysuszeni, obkupieni na kolejne 3 dni w końcu ruszyliśmy w górę.

Początek przez miasteczko, potem przez plątaninę bambusów.

A potem w pełnym słońcu. Cała oklica była porośnięta tym samym zielskiem, kolczochem jadalnym.  Faktycznie, jest to rośłina inwazyjna, Jest wszędzie, porasta wszystko.

Błagaliśmy o cień lub chmurę

Szlak łągodnie trawersem wznosił się w stromym zboczu. Nie mogło zabraknąć maryjkowej kapliczki.

Wyżej pojawił się cień. A i widoki były coraz rozleglejsze.

Trzeba przyznać, e szlak wznosił się dość łagodnie. Można było złapać rytm i powoli, powoli iść coraz wyżej.

,5h później dotarliśmy na górę. Tu zaś pozostałości po kolejce górskiej i oczywiście kolejna kapliczka.

Rozbiliśmy się na pięknym placyku. Obok schronisko, kilka metrów za namiotami przepaść na 600m, na wprost ruiny kolejki górskiej.

Niestety nie chciała ruszyć 😉

Schronisko miało czynny bar, co oczywiście wykorzystaliśmy pod wieczór, by posiedzieć przy miejscowym piwie.

Kolejne widokowe miejsce na nocleg. A na niebie miliony gwiazd.

Jutro też etap niezbyt długi, ale sporo do góry. Idziemy w kierunku dachu Reunionu czyli trzytysięcznika Piton des Neiges.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA. Wykonaj poniższe działanie *