21 maja 2025
Dzień 13
Borgh Murat czyli pokusy cywilizacji.
No więc dziś weszliśmy w tryb wakacyjny.
Rano poszliśmy do piekarni ( pycha!) i sklepu. A w naszych głowach urodziła się koncepcja że skoro do schroniska pod Wulkanem prowadzi droga to może zamiast iść cały dzień to może tam po prostu podjechać? Zwłaszcza że prognozy na dziś były jakby deszczowe.
Bardzo się nam ten pomysł spodobał i z tej radości postanowilismy odwiedzić tutejsze muzeum wulkaniczne.
Ale spokojnie, mamy poł dnia czasu wolnego. Wpierw wyprawa do sklepu. Już z tarasu naszego mieszkanka wita nas największy z Pitongów. Aż się wierzyć nie chce, że wczoraj rano tam byliśmy.

Miejscowa piekarnia jest dla nas ósmym cudem świata. Wszystko pachnie obłędnie. I w głowie tylko dylemat. Co wybrać, skoro szystko krzyczy :weź mnie!”

W Borgh Murat są dwa sklepy. Jeden taki sobie, a drugi przypomniał mi jakieś dawno zapomnany koszmar z PRL-u. 
Urzekła mnie ta ekspozycja na prawie pustych półkach.

A potem było śniadanie. Koło 11 wybraliśmy się do muzeum. Po drodze ciekawe pałki w kolorach niemieckiej flagi.

Muzeum było niecałe 400 metrów od naszego noclegu. I było nawet interesujące.
W końcu w drogę.
Przejazd busikiem to 25 km w cenie 10e. Bardzo dobrze wydane pieniądze. W międzyczasie zaczęło już padać co jeszcze bardziej utwierdziło nas w słuszności obranej drogi.

To właśnie na zboczach Piton de la Fournaise miały miejsca ostatnie erupcje wulkaniczne. Nie dziwwi więc fakt, że okolica szybko zmienia się w nieco marsjańskie krajobrazy.

Po drodze widzimy dość niezwykłą tęczę. Taką mini tęczę na wyciągnięcie ręki.

Pogoda dzisiał nie była dla nas łaskawa. Deszcz, chmury. I nie dało się wyjść w stronę wulkanu, choć niektórzy nawet próbowali, bardzo przy tym się wystawiając na deszcz.
Szybka decyzja. Zostajemy dzień dłużej. Szkoda iść dalej, nie widząc nic. A ponieważ miejsce w schronisku jest, a prognozy na jutro dają jakieś nadzieje…
