[reunion] 15 – Plaine des Sables czyli niespodziewane piękne zakończenie treku

Posted on BLOG

23 maja 2025

Dzień 15

Plaine des Sables czyli niespodziewane piękne zakończenie treku.

 

Rano kolejny malowniczy wschód, tym razem podziwiamy z poziomu tarasu schroniska.

To już dwunasty i nasz ostatni dzień w górach. Opcja była, by zjechac w dół autem. Ale skoro dookoła ładnie, skoro to ostatni dzień, pogoda zachęca… Trzeba iść 😉

Żegnamy nasze schronisko. Muszę przyznać, że jest to jedno z najładniejszych, najbardziej funkcjonalnych schronisk jakie w życiu widziałem.

Jest całkiem nowe, oddane zdaje się rok temu. Zachwyca zwłaszcza jego wkomponowanie calkiem sporej kubatury w otaczający krajobraz.  To trzy bryły schodzące wraz ze zboczem. Linie bryły są zbieżne z poziomicami.

Przed budynkiem ciekawie rozwiązany taras widokowy.

Przy czym pieknie wkomponowana bryła to jedno, zachwyca jego funkcjonalność. I rozwiązania przyjazne dla zwykłego turysty. Duża sala jadalna, oddzielona od części noclegowej zadaszonym tarasem gdzie mieści się kuchnia turystyczna.

W częsci sypialnej kapitalne lobby do posiedzenia z panoramicznym widokiem.

Same pokoję, poza jedną salą zbiorową, są czterososobowe. Kapitalnie rozwiązana przestrzeń do spania. Łóżka są zabudowane zapewniając prywatną przestrzeń. Sa półeczki nad łóżkiem, przy łóżku, a nawet lampki nocne!

Łazienki są wspolne, na korytarzu.

A najlepsze jest to, że miejsce w takim pokoju kosztuje 24,5 euro. To taniej niż niejedno polskie stare schronisko.

 

Cóż, inny świat. My zaś wychodzimy już na ostatni etap. Trochę smutno, bo w głowie jednak ciąży świadomość, żę żegnamy sie z tym miejcem, nigdy przecież tu nie wrócimy. Za daleko…

Nasza droga prowadziła przez Plaine des Sables. Wulkaniczny płaskowyż o niezaprzeczalnych walorach widokowych.

Ale tu pięknie! Tego się nie spodziewaliśmy.

I tak nieReuniońsko. Bo łatwo i płasko. Cud!

Niby dziś schodzimy, ale za chwilę czeka nas solidne podeście. Znajdowaliśmy się na miejscu które zapadło się kiedyś przy kolejnym wyrzucie lawy.

I przed samą ścianą pojawiła się zielona oaza. Jak tu nie zrobić postoju ….

Samo podejscie jakieś podejrzanie łatwe. Możliwe, że jesteśmy już rozchodzeni…

Za plecami wulkaniczne krajobrazy nie z tego świata.

Dalej jeszcze ładniej. Co za dzień!

Pod szczytem kapliczki w ilości hurtowej.

Wyszliśmy na samą górę i ukazała nam się przepiękna panorama z dominującym na środku Piton des Neiges.

W oddali widać pionowe ściany cyrku Cilaos, z lewej kolejne zapadlisko wulkaniczne schodzące do oceanu. Bliżej, równie imponujące rozpadlisko, schodzące do ocenanu na wysokości  miasta Saint-Joseph.

Nieoczekiwanie dzisiejszy dzień był fantastyczna nagroda za 11 dni męczarni.

Ale wszystko co dobre musi się kończyć…

Naszła chmura, widoki się skończyły i uznaliśmy że to byłoby na tyle. Podzieliliśmy się w podgrupy i zjechaliśmy stopem do cywilizacji. A tam 30 stopni. Auć!

Zajechaliśmy do La Saline Les Bains, gdzie mieliśmy wynajęty miły apartament. W promieniu 100 metrów była piaszczysta plaża, dobre zaopatrzony sklep, piekarnia i trzy knajpy. Nic więcej nam do szczęścia nie było trzeba.

W końcu można było zamoczyć nogi w oceanie! Interesujące. Tak jeszcze nie kończyłem żadnego treku. W ciepłym oceanie pod palmami. Hmm…

Teraz przed nami dwa dni relaksu. Co prawda aktywnego, ale jednak 😉

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA. Wykonaj poniższe działanie *