[reunion] 5 – Wakacyjny relaks czyli dupa osła, pająki i mokra dżungla.

Posted on BLOG

13 maja 2025

Dzień 5

Wakacyjny relaks czyli dupa osła, pająki i mokra dżungla.

 

Budziki na 4:15. Zgroza. Ale czego się nie robi, by zobaczyć piękna panoramę Reunionu o wschodzie słońca. Trzeba tylko podejść z półtorej godziny. Była nas siódemka, podstępnie zwabiona bezchmurnym gwiaździstym niebem. Wyruszyliśmy o 4:40 na Roche Ecrite, największą górę w okolicy, o wysokości 2276m.
Szło się dobrze. Po 90 minutach byliśmy na szczycie. Ale nie dane było nam podziwiać widoków. Jakieś zło nadpęzło przed samym wschodem i po chwili zaczęło padać.

Coz. Nie pozostało nam nic innego jak wracać. W deszczu, a jakże. Udało się oczywiście lekko pobłądzić, co skończyło się szukaniem szlaku przedzierając się przez mokrą kosówkę. Miód!

W pewnym momencie wydawało mi się że wychodzimy z krzaków. I nagle otworzyła się wielka przestrzeń. Stałem na skraju przepasci. Owszem, piękny widok ale hmmm… Trzeba było szukać dalej ścieżki.

Koniec końców wróciliśmy do obozu. Tam czekała na nas reszta ekipy. Szczęśliwa, że tym razem ich lenistwo nie poszło na marne. W nagrodę się wyspali i byli jeszcze w suchych ciuchach. Nasze śniadanie zgrabnie połączyliśmy z suszeniem zmokniętej odzieży.

Zebraliśmy się, namioty mokre, część ciuchów również. Ale nie był to jakiś wielki problem, bo było dość ciepło, no i schodziliśmy dziś niżej, do cywilizacji.

I ruszyliśmy w LAS…

Wąska, mocno kręta ścieżka. Bambusy, drzewa paprociowe… Zwalone pnie, jakieś błoto, krzaki. Wszystko to nas nieźle spowalniało, aczkolwiek sporo czasu zabierało przystawanie, podziwianie i wzdychanie do tak pięknych okoliczności przyrody.
Tempo w związku z tym nie było oszałamiające. W godzinę jakieś 1,5 km urobiliśmy.

A jw roli dodatkowej atrakcji wystąpiły miejscowe pająki. Było ich mnóstwo. Jakimś tam pocieszeniem był fakt, że nie były one w żaden sposób jadowite, ale jak się nie przepada za pająkami…

A pajęczyny niczym zwiewne prześcieradła z cienkiego delikatnego jedwabiu…

Deszcz powrócił. Zrobiło się ślisko a sama trasa zrobiła się dość wyczerpująca. 15 schodków w górę, 10 w dół, znów 20 w górę i tak dalej. Nic płaskiego.
Po godzinie jakby powoli przestawało padać i zaczęły pokazywać się widoki. Bo przecież widać stąd ponoć obłędnie .

W dole już widać naszą dzisiejszą wioskę, Dos Anos. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza tył osłą, czyli w sumie dupa osła.

Czasem chmury się rozwiewały i można było uzmysłowić sobie jak tu jest pięknie i widokowo, a raczej jak by było, gdyby nie było chmur i świeciło słońce. A tak cóż, trzeba było posiłkować się wyobraźnią.

Szliśmy dość wąskim grzebietem, w zasadzie była to porośnieta zielonością grań

W końcu zeszliśmy do Dos Anos. Tu czekał na nas kemping i sklep! Zakupy, napoje, świeże pieczywo. No i piwo pod sklepem. Tak włąśnie wyglądają wymarzone wakacje 😉

Prawie jak beskidzki sklep.

Camping nazywał się Bellevie i faktycznie oferował piękny widok.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA. Wykonaj poniższe działanie *