[reunion] 6 – Cyrk Mafate czyli jak przez cały dzień przejść 6 kilometrów

Posted on BLOG

14 maja 2025

Dzień 6

Cyrk Mafate czyli jak przez cały dzień przejść 6 kilometrów

Dzień jak co dzień. Niezrażony wczorajszym niepowodzeniem dziś znów ruszyłem ku widokom o wschodzie. Nie wiedzieć czemu reszta postanowiła spać dalej 😉

W ciemnośćiach wyszedłem z namiotu. Moim celem był punkt widokowy Kiosque du Cap Noir. Jak internety głosiły roztacza się stąd jedną  z najpiękniejszych  panoram na Reunionie. Przede mną było jakieś 4 kilometry, z czego niecałe 3 po drodze asfaltowej. Podejście oczywiście też było. Ale szło się sprawnie. Po 30 minutach skręciłem na poziomą już ścieżkę prowadzącą do Cap Noir. Zrobiło się już jasno, a ja szedłem wąską ścieżką zawieszoną w niemal pionowym zboczu. Od razu pozbyłęm się resztek snu, kiedy spojrzałem w dół na szumiącą gdzieś 600-700 metrów niżej rzekę.

W końcu jestem. Och, zaiste. Pięknie tu! Do tego jestem sam, mogę pozachwycać się  do woli.

Przede mną, a może raczej pode mną rozciąga się najbardziej znany z trzech reunońskiech cyrków: Mafate. Najchętniej też odwiedzany. W jego zboczach i wyplaszczeniach kryje się kilkanaście mniejszych i większych wiosek. Nie prowadzi tam żadna jezdna droga. Wszystko trzeba albo wnieść albo wwieźć smigłowcem.

Sam cyrk zatopiony jest jeszcze w mroku, słońce powoli obniża się po okolicznych stromych zboczach.

Od punktu widokowego prowadzi wska ścieżka w kierunku szlaku, którym wczoraj szliśmy. Oficjalnie ścieżka jest zamknięta, ale ponoć można próbować przejść. I właśnie w pewnym momencie pojawiło się dwóćh młodych ludzi, któzy przystnęli na punkcie na chwilę i poszli niepomni na ostrzegawcze znaki.

W skalnej niszy stoi kapliczka z Maryjami: Małą i Dużą.

Ostatnie spojrzenie i trzeba było wracać, wszak reszta ekipy już pewnie wstała i szykuje się do dalszej drogi. W drodze powrotnej przypadkiem trafiłem na pole pełne dojrzewających truskawek. Częstować się czy nie… Dylemat był spory, bo nasza dieta ogranicza się tu do bagietek, serka i pasztetu. No ale jednak się powstrzymałem.

Śniadanie, pakowanie i w drogę. Po chwili mijamy drzewa z gniazdami, a przy nich wikłacze.

Po drodze kolejna przeszkoda, całkiem nieźle zaopatrzony sklep. Kolejny taki będzie za cztery dni. Aż żal odchodzić 😉

Szlak nagle skręca pomiędzy dwoma płotami. Mijamy wielkie gwiazdy betlejemnskie. U nas w doliczkach, a tu cóż…

Ścieżka wyprowadza nas prosto na prawie pionową ścianę opadającą 700 metrów dół. I tędy właście „jakoś” mamy zejść?

Doprawdy nie wiem jak udało się poprowadzić ścieżkę sprowadzającą w dół doliny.

Ścieżka była wąska, często trzeba było się przeciskać przez pnącza, bambusy i wszelakie inne zielsko.

Sceneria nieziemska!

A jak na chwilę kończyły się tunele z pnączy, wąskie szczeliny w bambusowym lesie to ukazawały się taaakie widoki!

Nie brakowało dodatkowych atrakcji choć trzeba przyznać, że nie niosło to za sobą jakiś wielkich trudności technicznych.

I znów przerwa na zachwyty…

Znów jakieś poręczówki…

Sieci pnączy

Zejście skończyło się przeprawą przez potok. Byliśmy wykończeni. Zajęło to nam ponad 4h. A było to ledwie 4km. Tu wszystko jest inaczej. Musimy się przyzwyczaić że nie da się tu robić po 20-25 km. Zwłaszcza że jest parno i gorąco.

Spojrzałem z lekką zadumą na moje nowe przecież buty. Wyglądały jak po miesiący chodzenia w Beskidzie Niskim.

Był też bar. Otwierany na sezon. Czyli od jutra. A to pech.

Teraz mieliśmy nadgonić. Z mapy wynikało że czeka nas 2km doliną a potem kolejne 6km i 800 m podejścia.

Ale jak to w życiu… 😉
Doliną płynela rzeka i trzeba było się przeprawiac 4 razy. Szło to wszystko koszmarnie wolno. Schodzenie stromą skarpą do rzeki, zdejmowanie butów, przejście, nakładanie butów, wdrapywanie się na szlak powyżej koryta rzeki i powtórka za 5 minut.

Pomimo zmęczenia jeszcze mieliśmy ochotę się zachwycać.

Cóż… Doszliśmy do ostatniego potoku, przeszliśmy go i stwierdzilismy że nie damy radę przez zmrokiem dojść na nocleg. Zatem śpimy gdzieś tu. Zaczęło się szukanie miejsca, które pomieści te nasze 7 namiotów.  Trzeba było się wrócić jedną przeprawę przez rzekę i tam dopiero znaleźliśmy dobre miejsce przy drodze i ufff… Wakacje.

Było jeszcze dość wcześnie, bo około 15:30. Ale nikomu jakoś przzykro nie było. Dzisiejszy urobek zatem wyniósł niecałe 7 km przez cały dzień. Dramat 😉
W tym tempie to potrzebujemy chyba dodatkowe dwa tygodnie 😁
Ale co tam tempo. Tu jest pięknie. Wręcz nierealnie. Taki spacer po parku jurajskim. Brakuje tylko wyłaniającego się zza zakrętu doliny dinozaura.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA. Wykonaj poniższe działanie *