16 maja 2025
Dzień 8
Cyrk Mafate czyli wszystkie ścieżki prowadzą do La Nouvelle
Dzis miał być dzień relaksu. 6km i 800m w górę i 500 w dół. Na 14 przyjdziemy na miejsce i odpoczniemy, posuszymy i popierzemy ciuchy. Doskonały plan, piękna perspektywa. I co? I wyszło jak zawsze. Dotarliśmy na miejsce noclegu o piątej po południu ledwie żywi.
Wakacje….
Ale po kolei….
Rano wstaliśmy o wschodzie słońca. Trzeba przyznać, że miejscówka na nocleg pierwszorzędna. Z taaaakim widokiem.

W dole pojedyńcze zabudowania osady Roche Plate, dookoła nasz cyrk Mafate.

Radowała nas myśl, że z samego rana miała być we wsi pizzeria i sklep.
Sklep zamknął swe podwoje lata temu bo bez maczety przejść się nie da.

Natroje lekko oklapły, ale można było nieco się pocieszać pieknymi widokami.

A pizzeria? No więc nie pizzeria a epicere, czyli taki lokalny spożywczy. Ale i on był zamknięty. Auć.

Smętnie ruszyliśmy w górę. Po 30 minutach jak już wdrapaliśmy się na przełęcz okazało.die że dalszy szlak jest zamknięty.

Co było robić… Należało do upatrzonego celu wybrać się naokoło. Wpierw trochę w dół a potem wędrówka przez pozbawioną cienia ścieżką. Pod górę oczywiście. W kilkanaście minut wyleciały wszystkie siły.

Nie byliśmy chyba na to mentalnie gotowi. Miało być lekko, łatwo i przyjemnie. A jest jak zawsze: krew, pot i łzy ;-

Trasa prowadziła nas nad wioską, na szczęście trafił sie stojący samotnie dom z kawałkiem cienia. Zapukaliśmy, napełniliśmy butelki wodą i schłodziliśmy się w cieniu. O tak, zamiast kąpieli słonecznych preferujemy dziś kąpiele cieniste.

I tak się tu szło. Od cienia do cienia. A w ramach rekompensaty widoki z pięknych zrobiły wręcz oszałamiające.

Rety! To nie żadna tapeta. Tak tam było.

W międzyczasie minęła nas mijana wczoraj grupa młodych skautów wraz z dość wiekowymi drużynowymi. Drużynowi wyglądali mniej więcej jak sobowtóry Szejka. Łysiny, piwne brzuchy, zielone mundurki, wielkie plecaki z przytroczonymi huśtającymi się stalowymi kociołkami. A i coś upały były im niestraszne. Szacun!

Cóż, takie sa przypadki. Nie mieliśmy tędy iść, a tymczasem wyglądało to na najbardziej widokowy fragmnent jaki do tej pory widzieliśmy.

W zaczęliśmy schodzić w kierunku kolejnego wodospadu.

I trafiliśmy na bar. Nawet fajny, bo był. Ale do wyboru był naleśnik robiony na miejsc (sztuk jeden) i zimna domowa lemoniada. Po 5 euro za jedno i drugie. Ale to jeszcze ujdzie. Ale jak zażądano od nas po 1e za wodę pitną ze szlaufa ,co z gór spływała.,. To zrobiło się słabo i niesmacznie.
Dobrze, że za cień nie trzeba było płacić.

No to sobie poszliśmy. 15 później podziwialiśmy piekny wodospad. Podziwianie było co prawda utrudnione, bo staliśmy na samym szczycie wodospadu, a brakło nam nieco śmiałości, by spojrzeć w dół. Śliskie skały zniechęcały potencjalnych śmiałków.

Ruszyliśmy zatem ostro w górę.

Tymczasem pogoda zdążyła się już nieco zmienić. Naszly chmury, przynosząc cień, niższą temperaturę i oczywiście brak widokow w pakiecie. Ruszyliśmy zatem ostro w górę. Ścieżka rzadko używana, dość stroma, ledwo widoczna w krzakach.
250 metrów podejścia i jesteśmy na przęłączce. Widać niewiele, ale kapliczka musi być.

Dziesięć minut dalej doszliśmy do najprawdziwszej równej łąki. Tego tu jeszcze nie widzieliśmy. Ależ bajka.

Nasza upragniona wioska była coraz bliżej. W linii prostej może coś około kilometra. Ale dzieliły nas od niej jescze dwa jary i jedna przełęcz.

Co oczywiście oznacza marsz w górę i w dół. I znów w górę, i znów…

Na przełęczy, co za niespodzianka, kapliczka 😉

Już bliziutko, ale idziemy już na oparach. A miało być tak lekko dziś… Niby wiele nie przeszliśmy. Jakieś 12 kilometrów, może z 800 metów do góry. Ale większość w bezlitosnym słońcu.

W końcu Novelle. Centrum wszechświata. Trzy sklepy, działały aż dwa. Dwie knajpy. Rozbiliśmy się w centrum wioski między boiskiem a kościołem. Koło sklepu i knajpy też 😉

I rzuciliśmy się w wir zakupów. Choć pieczywa nie ma i nie będzie. Bo takowe sprzedają tylko pod postacią kanapek. A nie da sie ich kupić, można zamówić na jutro rano. Dziś juź nic nie ma. Zatem zostają nam puszki, suchary i piwo. Kolacja mistrzów 😁
