12.01.2025
Stambuł czyli na tropie miasta cz.2
Sultanahmed z pozycji turysty wydaje się być centrum Stambułu. To tam można spotkać najbardziej znane zabytki: Hagia Sofia, Błekitny Meczet, Cysterna, PałacTopkapi, Wielki Bazar. Tam też są hotele, restauracje, fantastyczne hammany. Słowem wszystko.
Chodząc i patrząc się na to wszystko szybko pojawia się wątpliwość. No dobrze, ale co to jest? Czy miasto skłąda się tylko z tandetnych bliźniaczych „restauracji” z tym samym menu ze zdjęciami potraw, ekskluzywnych cukierni, sklepów z wyrobami ze skóry, hoteli i stoisk z kasztanami? Sultanahmed to po prostu imitacja miasta, turystyczny tematyczny park rozrywki. Taki Disneyland, albo miasto z tysiąca i jednej nocy.
Rano wybraliśmy się na poszukiwanie prawdziwego Stambułu. W tym celu należało udać się do najbliższej przystani i wsiąść na prom. Okazuje się, że promy to świetny pomysł na komunikacje po mieście. Można spojrzeć na Stambuł z pewnego dystansu. Jest cisza i spokój. I ponoć promy to jedyna komunikacja, która trzyma się ustalonych rozkładów jazdy.

W kwadrans dopłynęliśmy do Kadikoy. Pierwszy przyczółek innego świata. Azja. I jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki świat się zmienił. Pojawiły się znane wschodnie przyuliczne bary z jedzeniem. Mijam sklepy z akumulatorami, protezami. Jest i wulkanizator, kamieniarz z nagrobkami a nawet znalazł się warsztat spawalniczy. Uff… Sultnaahmed to był chyba tylko zły sen.

Po kilkudziesięciu minutach droga zaczęła mocno opadać w dół w kierunku Uskudaru. Nagle znaleźliśmy się w magicznej dzielnicy starych kolorowych drewnianych anatolijskich domów, pełnej tłustych i leniwych kotów, pełnej kawiarni i gwaru młodzieży, która widać uznała to miejsce za swoje. Nie można było się nie zachwycic.










Z Uskudaru kolejnym promem wróciliśmy do Europy, obierając kierunek na plac Taksim. Czyli do serca współczesnego Stambułu. Tak to było miasto, które mogło się podobać. Ruchliwa ulica, a właściwie deptak prowadził w stronę wieży Galata. Pełno tu wspinających się w górę krętych bocznych uliczek. Można tam znaleźć miejscowych artystów, którzy wykonują jedyne w swoim rodzaju pamiątki. Rysunki, magnesy, biżuterię, kartki, koszulki. Wszystko robione na miejscu. Bez grama kiczu i hurtu. Pełno tu też fantastycznych knajp, z których prawdę mówiąc nie chciało się wychodzić. Do tego normalne restauracje wychodzące na ulice, pełne miejscowych, budki z żarciem.


Z wieży Galata droga prowadzi do znanego nam z wczoraj mostu Galata obleganego przez wędkarzy i mewy. A dalej, by oszczędzić sobie wrażeń z Disneylandu tramwajem wracamy do hotelu. Mokrzy, bo cały dzień niestety pada. Ale coż…
