[W stronę Everestu]. Dzień dwudziesty pierwszy – Gokyo czyli powrót do raju.

Posted on BLOG

11 maja 2024

Dzień dwudziesty pierwszy – Gokyo czyli powrót do raju.

Dragnag /4680m/ – Gokyo /4750m/

Dystans: 4km, w górę: 150m , w dół: 80m

Noc była ciężka. Gorączka, osłabienie, zmęczenie i wysokość w połączeniu sprawiły, że spałem mało, a samopoczucie miałem dośc podłe. Rano ledwo stałem, ale po zaaplikowaniu połowy apteczki jakoś stanąłem na nogi. Dziś był krótki etap, więc wiedziałem, że choćbym miał się czołgać to dojdę. Nie pójdę co najwyżej po południu na zachód słońca na Gokyo Ri, ale może zrobię to jutro. Sie okaże.

Przewrotność losu, bo był to poranek o najgorszym samopoczuciu,  a zarazem był też najpiękniejszy pogodowo na całym treku. Słońce, ciepło, śniadnaie jemy na zewnątrz sycąc sie widokami.

W tle słychać dzwonki przechodzących wolnym krokiem jaków, kierujących sie na pobliskie pastwisko. Sielanka. Skupiłem się by dojść. Widoki, kolory i sam lodowiec trochę dodawały sił.
Idziemy wpierw w górę moreny lodowca Ngozumpa. W pewnym mimencie zaczał się odsłaniać przepiękny szczyt zamykający dolinę. To Cho Oyu, szósty szczyt Ziemii, mierzący 8201 metrów i jego piękna zachodnia ściana. Sam lodowiec prezentował się równie znakomicie. Po drugiej stronie lodowca widać było wyraźną ścieżkę prowadzącą na najbardziej znany punkt widokowy w dolinie, Gokyo Ri.Zeszliśmy na lodowiec.

Tu ścieżka czasem niknęła czasem była wyraźna. Ale nie ma się co dziwić, lodowiec powoli się przesuwa i co jakiś czas droga się zmienia. No i jak to na lodowcu. Trochę w górę, troche w dół.

Byłem osłabiony, ale tempo nie było zbyt duże, a przerwy na widoki dość liczne. No ale jak tu nie podziwiać, skoro tak tu pięknie!

W pewnym moencie ścieżka zniknęła i trzeba było iść stromym, obsypującym się stokiem. Itrzeb abło uważać, by nie wylądować w leżącym w dole jeziorku lodowcowym.Powoli dochodziliśmy do drugiego brzegu lodowca. Już daleka było widać, że czeka nas sttorme podejście na morenę boczną. Lekko nie było, ścieżka była storma i pełna osypujących sie kamieni. W końcu znaleźliśmy się na morenie. Co za ulga. Tu spotkaliśmy dwójkę Niemców, którzy od dłuższego czaadu szukami rozsądnego zejścia na lodowiec. Faktycznie, z góry nie bardzo widać którędy zejść. Jeszcze ilka minut do góry i już widzimy Gokyo. Szliśmy tu aż trzy godziny. Gokyo. To było odkrycie poprzedniego wyjazdu. Boczna dolina, ludzi mało, a widoki stanowczo lepsze niż na trasie do bazy pod Everestem. W zasięgu widoki na cztery ośmiatysięczniki, piękne turkusowe jeziora, cisza, spokój. Naprawdę raj.

Śpimy tu dwie noce i to będzie czas by się nieco podleczyć. Czy starczy to na trzecią przełęcz, zobaczymy. Odpuszczamy wyjście na Gokyo Ri, zresztą jak się okazało, na zachód słońca pojawiły się chmury..
A my cały dzień spędzamy leżąc w jadalni i pijąc herbatę. Życie jest piękne!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA. Wykonaj poniższe działanie *