[W stronę Everestu]. Dzień dwudziesty piąty – Thame czyli Bawaria Nepalu

Posted on BLOG

15 maja 2024

Dzień dwudziesty piąty – Thame czyli Bawaria Nepalu.

Lungdhen /4350m/ – Thamo /3530m/

Dystans: 13km, w górę: 100m , w dół: 900m

Ostatnia przełęcz za nami, ale jeszcze nie kończymy! Dziś w planie zejście. Po więcej tlenu. I po odpoczynek. To wystarczające argumenty, by radośnie i z nadzieją ruszyć w dół.

Idziemy wielką dolina, dawnym szlakiem handlowym prowadzącym do Tybetu. Wpierw handlowym, a po zajęciu Tybetu przez Chiny dolina stała sie szlakiem przemytniczym. Przypomina mi się książka Artura Hajzera, który biwakował w tej dolinie, blisko granicznej przełęczy. Nad ranem obudziły go dzwonki kroczących tym szlakiem jaków zmierzających do Tybetu. Wtedy jeszcze Chińczycy nie strzegli granicy tak jak teraz. A miejscowi szli tak jak ich ojcowie, dziadkowie. Dolina o silnym charakterze wypasowym. Dużo ścieżek, jakieś szałasy,wygrodzone kamieniami pastwiska.Pogoda dziś całkiem dobra. Niby są chmury, ale sporo widać. Droga wiedzie cały czas w dół doliny. Mijamy niewielką grupę budowlaną. Ręcznie, bez żadnego sprzętu budują drogę. Niesamowite. Kamienie dżwigane z okolic potoku, potem ręczna obróbka młotek i dłutem, a na koniec układanie ich na przygotowanym uprzednio podkładzie. Totalnie syzyfowa praca. XXI wiek…

Chwilę potem długi i nowy most wiszący.. Powoli zbliżamy się do Thame. To dość duża szerpańska wioska. Tu urodził się Tenzing Norgay, który razem z Hillarym jako pierwszy postawił stopę na Mount Evereście…

Stąd też pochodzą inni bardzo znani Szerpowie: Apa Szerpa, który wspiął się na Mount Everest 21 razy, a jego rekord wyśrubował i śrubuje dalej Kami Rita Szerpa. W 2025 roku był na szczycie 31 raz.Z Thame pochodzi też lama Zoma Ringpocze. A znajdujący się nad wioską klasztor uchodzi za jeden z najstarszych i największych w regionie. Lama zmarł rok temu i miejsce to jest celem licznych pielgrzymek. Zauważamy zwiększoną ilość murków modlitewnych, kamieni mani, flag. Są też i pielgrzymi.A tak właściwie to już połowa maja i sezon turystyczny ma się ku końcowi. Zaczyna się czas remontów, budowy, prac porządkowych. Turystów jest już niewielu, tragarze zatem imają się transportu lokalnych dóbr. Tak właśnie było przed masowym rozwojem turystyki, w czasach kiedy w całym Khumbu nie było dróg. Wtedy wszystko trzeba było wtargać na plecach. Od worka z ryżem po materiały budowlane.

Tu najwyraźniej porterzy niosą wyposażenie do jakieś nowobudowanej lodży.

W trzy godziny dochodzimy do Thame. Z góry prezentuje się hmm… nienepalsko. Czyściutko, zielono, wszystko w najlepszym porządku. Coś pomiędzy Toskanią a bawarską górską wioską.

Naprawdę to Nepal? Nie możemy wyjść ze zdziwienia.

Zatrzymujemy się tu na zasłużony odpoczynek połączony z lunchem.

Po nim mieliśmy iść zwiedzać start klasztor. Ale że oznaczało to dodatkowe podejście i łącznie 3km… To jakoś entuzjazmu nie było zbyt dużo. Na szczęście nasze rozważania i wątpliwości przerwała mżawka. Szybko zatem uznaliśmy, że to nie ma sensu i zbierać się w dół, ku Namche. Zatem żegnamy się z Thame.A zaraz dalej zrobilo się bajkowo. Wielka wcięta dolina, przefantastyczny most wiszący, z łoskotem przelatująca woda i znów rododendrony… Widać stary most i namalowane na skale wizerunki guru Ringpocze.Nowy most imponująco długi.
Nasz pierwotny plan był bardziej ambitny. Mieliśmy tu spać, a potem przejść prawą stroną doliny i wpiąć się jeszcze na wysokość ponad 4 tysięcy metrów do hotelu Kongde. Hotel ów położony jest naprzeciw Namche Bazaar po drugiej stornie doliny, jakieś 500 metrów wyżej i oferuje niesamowite widoki zarówno na Namche jak i na Mount Everest. A sam hotel to miejsce ekskluzywnych wycieczek dla turystów. Przywożeni są tam śmigłowcem, spędzają nocleg w luksusowych, jak na miejscowe warunki, pokojach. Nie wiem ile kosztuje wycieczka, wiem, że nocleg w hotelu to 200$ za noc. Za osobę. Szaleństwo. Sma droga od Thame do Kondge, a potem dalsza w dół do doliny Dudi Koshi jest jeszcze mało znana.

Mieliśmy to w planie, choć oznaczałoby to bardzo ciężki etap, ponad 20km i 1000m podejść i 2000m zejścia. Ale pod warunkiem pięknej pogody, by zachwycić się tym niezwykłym ponoć widokiem. Tymczasem przekonaliśmy się już, że widoczność tej wiosny jest słaba, a do tego prognozy na najbliższe dni nie były zbyt optymistyczne. Z żalem jednak musieliśmy odstąpić od tego ciekawego planu. Zatem zmierzaliśmy ku Namche. Zaraz za mostem znajduje się osada Samde.

Jeszcze godzina drogi nam została. Pogoda tradycyjnie się kończy.

Śpimy w Thamo. Zaraz pod kolejnym klasztorem. Ale dziś już nie chce nam się do niego podchodzić, czas na odpoczynek i kolację. Zwłaszcza, że kuchnia oferuje jakieś niesłychane rzeczy. Nie ma typowych wypełniaczy z postaci smażonego makaronu z warzywami czy ziemniaków z serem. Tu są jakieś smakołyki! I smażony kurczak! Dużo warzyw!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA. Wykonaj poniższe działanie *