[W stronę Everestu]. Dzień dwudziesty dziewiąty – Bhaktapur czyli nepalski swięty spokój.

Posted on BLOG

19 maja 2024

Dzień dwudziesty dziewiąty – Bhaktapur czyli nepalski swięty spokój.

Od razu przeskakujemy do dnia trzydziestego naszej wycieczki. A wszystko dlatego, że poprzedni dzień w całości upłynął nam na jeździe z Phaplu do Kathmandu. Niby 260 km, ale jak to zwykle w Nepalu przejazd zajął cały dzień, bite 12 godzin. A wszystko po asfaltowych i nie najgorszych drogach. Ale taka tu jest widać tradycja.  Ruszaliśmy o 5 rano. To znaczy mieliśmy o tej porze ruszyć, ale tu coś poczekaliśmy, tu trzeba było jeszcze gdzieś zajechać… Koło 19 w końcu dojechaliśmy na miejsce. Sił starczyło, by dowlec się do hotelu i paść do łóżek.

I tak oto nastał dzień trzydziesty.

Mieliśmy jeszcze przed soba całe dwa dni do odlotu. Pierwszy z nich przeznaczyliśmy na spokojną wyprawę do Bhaktapuru. To już moja czwarta wizyta w tym mieście. W zasadzie to piąta, bo w 2019 byłem nawet dwukrotnie. Często, ale uważam to miejsce za jedno z najciekawszych w całym Nepalu.

Położone blisko stolicy, ale mocno się z nim konstrastuje. Tu jest cicho, spokojnie, Całe centrum ma jednolitą, bardzo przyjemną dla oka architekturę. Moc zabytków, ulic, targów, placów, malowniczych zaułków.

Dojechaliśmy tam taksówką. Wystarczy skorzystać z miejscowej aplikacji na telefon i od rzu mamy wzgląd w normalne, lokalne ceny. Teraz nawet startując do taksówkarzy stojących na poboczu pożna podbijać i targować się sensownie, bo znamy realny koszt.

Wstęp dla turysty kosztuje naprawdę dużo. Wręcz niewspółmiernie dużo. Bo 15 dolarów/euro/funtów – waluta do wyboru… Jak komuś to przeszkadza, wystarczy wejść do miasta jedną z wielu bocznych uliczek. Nie da się przecież odgrodzić żywego, pełnego ludzi, miasta.

Pamiętam z poprzedniej wizyty liczne uszkodzenia i wyburzenia będące skutkiem katastrofalnego trzesięnia ziemi. Teraz sporo już zostało odnowione, choć nasza ulubiona świątynia jet w totalnym remoncie. Mowa o Yaksheshwar Mahadev Temple, zwanej też Pashupatinath Bhaktapur, a to dlatego, że jest wierną kopią tej słynnej świątyni z Kathmandu.

W remoncie, to znaczy zdjęto cała kostrukcję drewnianą wraz ze zdobieniami i płaskorzeźbami przedstawiającymi dość śmiałe sceny z Kamasutry.

Bardziej nastawiał się na spacer, zanurzenie się w atmosferę miejsca. Zdjęcia wszak już robiłem tu wielokrotnie. Mijamy japońską wycieczkę, która urządziła sobie tu jakiś zorganizowany plener.

Nawet w tym celu wynajęli jakąś miejscową cud-modelkę. Pies był gratis 😉

Cegła z symbolem szczęścia 😉

Lubię ten spokój.

Na sąsiednim planu jak widać odbudowa się nieco ślimaczy. Od trzęsienia ziemi minęło już przecież 5 lat…

Kolejne „obowiązkowe” punkty: Plac  Taumadhi z największą świątynią w Nepalu: Nyatapola Temple.

Pobliski Plac Garncarzy…

Ale chyba najbardziej lubię starą papiernię. To niewielka manufaktura czerpanego papieru, przy której zlokalizowana jest mała księgarnia. A sam budynek to także miejsce prezentacji niezwykłych wyrobów z drewna, mistrzowskiej klasy snycerki.

Z najsłynniejszym motywem, pawim oknem.

W ogóle to miejsce jakoś się bardzo rozrosło i teraz to bardziej jest takie nieformalne muzeum. Mnóstwo najróżniejszych eksponatów. Miejsce magiczne!

Dalej spacerujemy…

Takie spokojne spacerowanie sprzyja wyłapywaniu jakiś ciekawych ulicznych scenek. Poniżej kilka z nich.

Życie tu toczy się powoli.

Na koniec nie mogło zabraknąć słynnego tutejszego jogurtu. Można go dostać w zasadzie tylko tu. Jest oczywiście pyszny! Podawany w jednorazowych (!) glinianych miseczkach. Obowiązkowo w zestawie z łyżeczką.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA. Wykonaj poniższe działanie *